Czy dla PiS interes wielkiej międzynarodowej korporacji jest ważniejszy niż wpływy do budżetu?

Próby podniesienia akcyzy na różne wyroby, zwłaszcza takie, na których zarabiają wielcy gracze, zawsze wywołują duże dyskusje, a korporacje bezpardonowo walczą o swoje interesy. Tak też było, kiedy do Sejmu trafił projekt zmian stawki akcyzowej na wyroby tytoniowe.

 

Od kilku lat poza tradycyjnymi papierosami mamy na rynku coraz więcej rozmaitych zamienników, początkowo byłyby to e-papierosy (urządzenia do palenia płynu z nikotyną), ostatnio coraz popularniejsze robią się tak zwane podgrzewacze. Wspólną cechą tych zamienników miało być to, że są zdrowsze niż normalne papierosy. Ciężko tę sprawę jednoznacznie rozstrzygać, ale coraz więcej badań pokazuje, że są szkodliwe w podobnym stopniu.

 

Przez pewien czas wyroby te w ogóle nie były objęte akcyzą. Po bardzo długich dyskusjach i kilkukrotnym odkładaniu sprawy w końcu akcyzę wprowadzono. W tej chwili paczka zwykłych papierosów jest obłożona akcyzą w wysokości 9 złotych, paczka wkładów do podgrzewaczy 2 złotych, a mniej więcej odpowiadający im objętością płyn do e-papierosów 5 złotych. To uderzająca dysproporcja. Paczka wkładów do podgrzewaczy kosztuje mniej więcej tyle samo co paczka zwykłych papierosów, ale akcyza na nie jest ponad 4 razy niższa. Gdzie trafia różnica? Oczywiście do kieszeni producenta - wielkiej międzynarodowej korporacji Philip Morris. Nie widzę powodów, żeby akcyza na te wyroby była tak niska. Zwłaszcza, że wątpliwe jest, żeby były zdrowsze dla konsumentów.

 

Wyrównanie tej stawki nawet do poziomu 5 złotych (czyli poziomu e-papierosów) przyniosłoby budżetowi Polski około miliarda złotych, a w kolejnych latach więcej. Dlatego złożyłem na posiedzeniu Komisji Finansów Publicznych poprawkę, która wyrównywała tę stawkę. Poprawka została jednak odrzucona. Dlaczego? Część polityków PIS mówiła, że byłoby to w interesie innego wielkiego koncernu, British American Tobacco, który produkuje liquidy. Inni mówili, że przecież Philip Morris płaci w Polsce CIT, więc po co podnosić mu akcyzę.

Słuchałem tego ze zdumieniem. Zdaniem polityków rządzącej partii (i nie tylko) jeżeli korporacja łaskawie płaci jeden podatek to nie wypada na nią nakładać innego. Do tej pory myślałem, że za zwykłe przestrzeganie prawa podatkowego nie przysługują w Polsce specjalne przywileje. Jak się okazuje, w przypadku wielkich międzynarodowych korporacji dokładnie tak jest.  Trochę światła może na to rzucić spotkanie polityków PiS z przedstawicielami Philipa Morrisa, które w tajemnicy przed Kancelarią Sejmu zorganizował w zeszłym roku marszałek Terlecki. O czym rozmawiano? Nie wiemy. Jakie argumenty przekonały PiS, żeby stawki na wkłady do podgrzewaczy nie podnosić? Nie wiadomo. Wiadomo, że ta stawk nadal jest bardzo niska.

 

Wiele osób próbuje przedstawić spór o akcyzę na podgrzewacze jako bitwę dwóch wielkich koncernów o sumie zerowej. Mówią: jak jesteś przeciwko Philipowi Morrisowi, to wspierasz British American Tobacco, albo na odwrót. Ucieka w tym wszystkim to, co dla demokratycznego polityka powinno być najważniejsze: troska o interes publiczny i zdrowie obywateli. Prawie miliard złotych z wyrównania stawek akcyzy, zamiast trafiać na przepastne konta międzynarodowej korporacji, powinien podratować budżet polskiej ochrony zdrowia.